Pieczara Platona |
Komanta Kartezjusza |
Tractatus... Wittgensteina
Teksty do analizy
Platon, List siódmy
(fragment, s. 50–56)
Z tego punktu widzenia
mówiłem i Dionizjosowi wtedy to, co mu mówiłem. Wszystkiego mu jednak nie wyłożyłem, a i Dionizjos
nie dopominał się o to; twierdził bowiem, opierając się na tym, co tu i ówdzie posłyszał od
innych, że już posiada dość rozległą wiedzę, i to w sprawach najważniejszych, i że w dostatecznym
stopniu wiadomości te opanował. Później miał, jak słyszę, napisać coś o tym, co wtenczas usłyszał,
i podać to podobno jako swój własny system, a nie jako rzecz zawierającą coś z tego, o czym
słyszał.
Nie znam jednak nic z tego. Znam niektórych innych, którzy pisali na te tematy, ale
oni, kimkolwiek są, samych siebie nie znają. o wszystkich, którzy pisali czy też pisać będą
o czymś z tej dziedziny i twierdzą, że dzięki temu, co usłyszeli ode mnie bądź od innych, lub
też doszedłszy do tego samodzielnie, obeznani są z tym, co stanowi przedmiot najpoważniejszych
moich rozważań, tyle mam tylko do powiedzenia, że nie jest, zdaniem moim, możliwe, aby rozumieli
się na tym chociaż trochę. Nie ma też żadnej mojej rozprawy omawiającej te zagadnienia i z
pewnością nigdy nie będzie. Nie są to bowiem rzeczy dające się ująć w słowa, tak jak wiadomości
z zakresu innych nauk, ale z długotrwałego obcowania z przedmiotem, na mocy zżycia się z nim,
nagle, jakby pod wpływem przebiegającej iskry, zapala się w duszy światło i płonie już odtąd
samo siebie podsycając. Zdaję sobie w każdym razie sprawę z tego, że jeżeliby chodziło o piśmienne
czy ustne przedstawienie tych rzeczy, to ja bym właśnie wyrazić je mógł najlepiej, a także
z tego, że, o ile są opacznie ujęte w jakimś piśmie, to mnie z pewnością zasmuca najbardziej.
Gdybym miał to przeświadczenie, że sprawy te dadzą się w należyty sposób przedstawić w piśmie
szerokiemu ogółowi albo też w ustnych naukach, czyż byłoby dla mnie piękniejsze zadanie w życiu
od tego, ażeby pisać o tych tak zbawczych prawdach dla ludzi i ażeby wszystkim oświetlić istotną
naturę rzeczy? Ale także i dla ludzi nie sądzę, aby próba mająca jakoby zmierzać do tego była
czymś dobrym, wyjąwszy chyba bardzo nieliczne jednostki, którym drobna wystarczy wskazówka,
aby już dalej samodzielnych dokonywali odkryć. Co do innych, to wywołałoby to u jednych, całkiem
niewłaściwie, niezasłużoną wzgardę dla tych spraw, drugich zaś wzbiłoby w pychę i napełniło
próżnością czczych wyobrażeń o sobie, że oto zdobyli już szczyty wiedzy. Zamierzam teraz przedstawić
te sprawy nieco obszerniej. Być może, że w świetle tych wywodów jaśniej się zarysuje to, co
mówię obecnie. Istnieje bowiem rozumowanie oparte na prawdziwych przesłankach zwalczające każdego,
kto by się ważył poruszać w piśmie choćby najdrobniejsze zagadnienie z zakresu tych spraw.
Rozumowanie to już i poprzednio niejednokrotnie przeze mnie było wyłożone, niemniej jednak
trzeba, jak się zdaje, przedłożyć je teraz na nowo.
Każdy poszczególny przedmiot posiada trzy
przedstawienia, na których wiedza o nim bezwarunkowo opierać się musi; czwartym jest właśnie
ona — owa wiedza o przedmiocie. Jako coś piątego należy przyjąć to, co jest samym przedmiotem
poznania i rzeczywistą istnością. Pierwszym jest więc nazwa, drugim
określenie, trzecim obraz, czwartym
wiedza. Do jednego jakiegoś dostosuj to przykładu, aby zrozumieć,
co tu zostało powiedziane, i ten sam sposób rozumowania przenieś na wszystko. Jest więc jakieś
coś nazwane „kołem”, czemu przysługuje jako nazwa to, co właśnie wymieniliśmy. Następnie idzie
jego określenie, składające się z rzeczowników i czasowników. Takie bowiem powiedzenie: „to,
czego wszystkie punkty skrajne jednakowo są oddalone od środka” — byłoby określeniem tego,
co nosi nazwę: krągły, obły, koło. Trzecim ujawnieniem jest koło, które się rysuje i ściera,
lub to, które tokarz sporządza i które ktoś niszczy. „Koła” jako takiego, do którego odnoszą
się te wszystkie przedstawienia, żaden z tych zabiegów nie dotyka, ponieważ jest ono czymś
innym od nich. Czwarte ujawnienie to wiedza, umysłowe ujęcie i właściwe mniemanie o rzeczy,
bo wszystko to znowu trzeba brać razem jako jedno; nie tkwi ono w dźwiękach mowy ani w kształtach
materialnych, lecz tylko w duszy, co wskazuje, że jest czymś innym zarówno od istoty samego
„koła”, jak też od wymienionych poprzednio trzech jego ujawnień. Najwięcej pokrewne „piątemu”
i podobieństwem mu najbliższe jest umysłowe ujęcie, pozostałe przedstawienia oddalają się bardziej.
To samo stosuje się również do figur prostych i okrągłych, do barwy, do tego, co dobrym nazywamy,
pięknym czy sprawiedliwym, do wszelkiego przedmiotu będącego wytworem ludzkiej ręki czy natury,
do ognia, wody i wszystkich rzeczy tego rodzaju, do wszelkiego żyjącego stworzenia, właściwości
duchowych, do wszystkich czynów i doznań. Bo jeżeli ktoś jakoś nie uchwyci owych czterech ujawnień
tego wszystkiego, nigdy całkowicie wiedzy piątego ujawnienia nie stanie się uczestnikiem. Poza
tym jeszcze zmierzają one nie mniej do ukazania jakościowych właściwości
w obrębie każdego przedmiotu niż jego istoty, a powoduje to niedoskonałość
mowy. Dlatego też żaden rozumny człowiek nie poważy się nigdy zamknąć w niej tego, co pojął
umysłem, i skazać do tego jeszcze na stężenie, któremu ulega cokolwiek się utrwala w znakach
pisanego słowa. i znowu to, co tu teraz mówimy, zrozumieć trzeba. Każde z kół, które w codziennym
użyciu rysujemy, lub które tokarz sporządza, wykazuje w całej pełni to, co przeciwne jest zgoła
„piątemu” — we wszystkich punktach swych bowiem styka się z prostą, podczas gdy „koło” jako
takie, stwierdzamy, nie zawiera w sobie w ogóle, ani w mniejszej ani w większej mierze, czegoś,
co mu z natury jest przeciwne. Tak samo i nazwy przedmiotów: żadna, twierdzimy, nie przysługuje
żadnemu na mocy jakiejś prawnie ugruntowanej zasady, i nie ma w tym nic niemożliwego, aby to,
co teraz nazywamy okrągłym, nazwać prostym, a co prostym, okrągłym, i aby dla tych którzy nazwy
te przestawiają i będą je stosować odwrotnie, nie miały one mniejszej pewności w użyciu. To
samo powiedzieć można o wypowiedziach zdaniowych: jeżeli składają się z imion czyli rzeczowników
i z czasowników, dostatecznie pewnej pewności nie posiadają bynajmniej. Niezliczone jest poza
tym mnóstwo sposobów, którymi można wykazać, jak niejasne jest każde z owych czterech ujawnień.
Najważniejsze zaś jest to, co powiedzieliśmy nieco wyżej. Istota
mianowicie danej rzeczy i jej jakość — to dwie różne sprawy. Dusza
dąży do poznania nie jakości, ale istoty.
Każde natomiast z owych czterech ujawnień rozpościera przed duszą, zarówno przy pomocy słowa,
jak też i na faktach, to, do czego nie dąży ona wcale, i dając w ten sposób zawsze zmysłom
możność łatwego obalenia tego, co się za każdym razem mówi, lub na co się wskazuje, bezradnością
i niepewnością wypełnia w każdej dziedzinie każdego, można powiedzieć, człowieka. Tam więc,
gdzie na skutek wadliwego szkolenia nie mamy zwyczaju doszukiwać się prawdy i gdzie nas pierwsze
lepsze leżące przed nami odbicie jej zadowala, nie dajemy się całkowicie ośmieszać jedni przez
drugich, odpowiadając na pytania stawiane przez tych, którzy umieją owe cztery ujawnienia rozbijać
i podważać. W wypadkach natomiast, w których naciskamy, aby nam co do owego „piątego” udzielić
odpowiedzi i odsłonić je przed nami, byle kto z tych, którzy posiadają sztukę obalania twierdzeń,
bierze górę i sprawia, że ten, kto usiłuje przedstawić to w wykładzie, piśmie czy dyskusji,
wydaje się większości słuchaczy człowiekiem nie rozumiejącym się zgoła na tym, o czym pokusił
się pisać lub mówić. Nie zdają sobie oni przy tym sprawy niekiedy, że to nie dusza tego, kto
to napisał czy wygłosił, doznaje tutaj porażki, lecz podważona zostaje zasadnicza wartość każdego
z owych czterech ujawnień, zasadniczo niedoskonałych. Dopiero przemierzenie drogi prowadzącej
przez nie wszystkie, wspinanie się w górę i schodzenie na dół poprzez poszczególne stopnie,
mozolnie rodzi wiedzę tego, co dobre z natury, w tym, kto jest dobry z natury. o ile zaś ktoś
marnie został wyposażony przez naturę, jako to wskazuje przyrodzona postawa duchowa większości
ludzi, zarówno w sprawie przyswajania nauk, jak i w zakresie tego, co nazywamy obyczajami,
gdy przy tym jeszcze i one uległy zepsuciu, takim ludziom nawet sam Lynkeus nie zdołałby oczu
otworzyć na światło. Jednym słowem: tego, kogo nie łączy z porzedmiotem więź pokrewieństwa,
nie uczyni widzącym ani łatwość przyswajania wiadomości, ani dobra pamięć; zasadniczo bowiem
nie przyjmuje się ten przedmiot na gruncie obcej sobie natury. Tak więc ani ci, którzy z tym,
co jest sprawiedliwe i w ogóle piękne w każdej dziedzinie, nie są jakby zrośnięci z natury
i spokrewnieni, choćby i byli nawet zdolni jedni do jednych, a drudzy do innych umiejętności
i dobrą równocześnie w tych rzeczach obdarzeni pamięcią, ani również ci, którym, jakkolwiek
jest w nich to pokrewieństwo, nie dostaje zdolności i pamięci — ani jedni ani drudzy nie posiądą
nigdy aż do granic danych możliwości prawdziwej wiedzy dobrego i złego. Jednocześnie je bowiem
poznawać należy, i fałsz jednocześnie i prawdę o wszelkim istnieniu, w ustawicznym ścieraniu
się z trudnościami i w długotrwałym wysiłku, jak to powiedziałem na początku. Z trudem, gdy
niby krzesiwa trzeć je będziemy o siebie wzajemnie: nazwy i określenia, wzrokowe obrazy i doznawania
zmysłowe, drogą życzliwie stosowanych prób wypróbowując ich moc i posługując się metodą pytań
i odpowiedzi bez podstępnej zawiści, wtedy dopiero tryśnie światło właściwego ujmowania każdej
rzeczy i rozumienie napięte aż do granic ludzkiej możliwości. Dlatego też mąż poważny o rzeczach
takiej wagi z całą pewnością pisać nie będzie i nie wyda ich na łup zawiści i nieporadności
ludzkiej. Na zasadzie tego należy więc jednym słowem stwierdzić, gdy mamy przed sobą czyjeś
pisma, prawodawcy na przykład z zakresu praw spisane uwagi, czy też cokolwiek z jakiejś innej
dziedziny, że nie były to rzeczy największej wagi dla piszącego, o ile on sam jest człowiekiem
poważnym, takowe spoczywają gdzieś w najpiękniejszej sferze jego myśli; jeżeli zaś naprawdę
powierzył książkom to, do czego największą przykłada wagę,
„oto zaiste mu” — nie bogowie — ludzie
śmiertelni „rozum odebrać zdołali”
[Homer, Iliada, VII 360, XII 234.]
↑cof sie!
Platon, Państwo, VII, 305, 307, 317
(Mit jaskini — wersja skrócona)
—
Przedstaw sobie obrazowo, jako
następujący stan rzeczy, naszą naturę ze względu na kulturę umysłową
i jej brak. Zobacz! Oto ludzie są niby w podziemnym pomieszczeniu na
kształt jaskini. Do groty prowadzi od góry wejście zwrócone
ku światłu, szerokie na całą szerokość jaskini. W niej oni siedzą od
dziecięcych lat w kajdanach; przykute mają nogi i szyje tak, że
trwają na miejscu i patrzą tylko przed siebie; okowy nie pozwalają
im obracać głów. Z góry i z daleka pada na nich
światło ognia, który się pali za ich plecami, a pomiędzy
ogniem i ludźmi przykutymi biegnie górą ścieżka, wzdłuż
której widzisz murek zbudowany równolegle do niej,
podobnie jak u kuglarzy przed publicznością stoi przepierzenie, nad
którym oni pokazują swoje sztuczki.
— Widzę – powiada.
— Więc zobacz, jak wzdłuż tego murku
ludzie noszą różnorodne wytwory, które sterczą ponad
murek; i posągi i inne zwierzęta z kamienia i z drewna, i wykonane
rozmaicie i oczywiście jedni z tych, co je noszą, wydają głosy, a
drudzy milczą.
— Dziwny opisujesz obraz i
kajdaniarzy osobliwych
— Podobnych do nas –
powiedziałem. – Bo przede wszystkim czy myślisz, że tacy
ludzie mogliby z siebie samych i z siebie nawzajem widzieć cokolwiek
oprócz cieni, które ogień rzuca na przeciwległa ścianę
jaskini?
— Jakimże sposobem? – powiada
– gdyby całe życie nie mógł żaden głową poruszyć?...
— Więc w ogóle –
dodałem – ci ludzie tam nie co innego braliby za prawdę, jak
tylko cienie pewnych wytworów.
— Bezwarunkowo i nieuchronnie –
powiada.
— ... ile razy by ktoś został
wyzwolony, i musiałby zaraz wstać i obrócić szyję, i iść, i
patrzeć w światło, cierpiałby robiąc to wszystko, a tak by mu w
oczach migotało, że nie mógłby patrzeć na te rzeczy, których
cienie poprzednio oglądał. Jak myślisz, co on by powiedział, gdyby
mu ktoś mówił, że przedtem oglądał ni to, ni owo, a teraz coś
bliższego bytu, że zwrócił się do czegoś, co bardziej
istnieje niż tamto, więc teraz widzi słuszniej; i gdyby mu ktoś
teraz pokazywał każdego z przechodzących i pytaniami go zmuszał,
niech powie, co to jest. Czy nie myślisz, że ten by może był w
kłopocie i myślałby, że to, co przedtem widział, prawdziwsze jest od
tego, co mu teraz pokazują?
— Z pewnością – powiada.
— Nieprawdaż? A gdyby go ktoś
zmuszał, żeby patrzył w samo światło, to bolałyby by go oczy,
odwracałby się i uciekał do tych rzeczy, na które potrafi
patrzeć, i byłby przekonany, że one są rzeczywiście jaśniejsze od
tego, co mu teraz pokazują?
— Tak jest – powiada.
— A gdyby go ktoś – dodałem –
gwałtem stamtąd pod górę wyciągnął po kamieniach i
stromiznach ku wyjściu i nie puściłby go prędzej, ażby go wywlókł
na światło słońca, to czy on by nie cierpiał i nie skarżyłby się i
nie gniewał, że go wloką, a gdyby na światło wyszedł, to miałby oczy
pełne blasku i nie mógłby widzieć ani jednej z tych rzeczy, o
których by mu teraz mówiono, że są prawdziwe?
— No nie – powiada – tak
nagle przecież.
— i myślę, że musiałby się
przyzwyczaić, gdyby miał widzieć to, co na górze. Naprzód
by mu było najłatwiej dojrzeć cienie, potem w wodach odbicia ludzi i
innych przedmiotów, ciała niebieskie i niebo samo po nocy
łatwiej by mógł oglądać patrząc na światło gwiazd i księżyca,
niż po dniu widzieć słońce i światło słoneczne.
— Jakżeby nie?
— Dopiero na końcu, myślę, mógłby
patrzeć w słońce; nie na jego odbicie w wodach i nie mieć go tam,
gdzie ono nie jest u siebie, ale słońce samo w sobie i na swoim
miejscu mógłby dojrzeć i mógłby oglądać, jakie ono
jest.
↑cof sie!
Komnata Kartezjusza
(Medytacje o filozofii pierwszej — medytacja 1.)
(tłumaczył Kazimierz Ajdukiewicz, Kraków 1948)
[Prześwietni Bałtyccy Wikingowie! Niewiele brakowało, a na najbliższym wykładzie
odegrałbym rolę celebrowanego kagańca. Opowiadałbym bez zmrużenia oka coś takiego: Kartezjusz
poszukuje niezawodnej podstawy wszelkiego poznania, która ma być zarazem jego absolutnym, logicznym
początkiem (już wiecie, że coś takiego musi być intuicją). To jest Kartezjusza arché,
które on nazwie punktem Archimedesowym.
Tak je nazwie, a w czym rozpozna? Rozpozna je w słynnym: cogito ergo sum.
Składając niezbite dowody posiadania umiejętności składania literek, a przeto i znajomości
podstawowego dzieła Descartesa, tj. Medytacji o filozofii pierwszej, zauważyłbym uczenie, iż
w utworze tym brak słówka ergo. Powiedziałbym skąd ten «niedostatek» oraz jaka jest
jego wymowa (co i tak jutro uczynię.) Tak by się to turlało uczonymi banialukami. Tymczasem spotkał mnie pech.
Zaginął mi plik z tekstem pierwszej medytacji. Musiałem ją własnoręcznie przepisać. I co? Otóż w pewnym momencie
tego zbożnego dzieła zatrzęsło mną. Otom sobie uświadomił rzecz najprostszą pod słońcem. Filozofia Kartezjusza nie
zaczyna się od cogito (ergo) sum, lecz w nim kulminuje (nie mylić kulminacji z końcem.)
Co zaś jest wcześniej? Jasne, wcześniej jest poszukiwanie owego punktu Archimedesowego. To też jest Kartezjuszowa filozofia.
I tam jest jej początek — w każdym sensie słowa. W poniższym tekście jest zdanie, bez akceptacji
którego Descartes nie byłby w stanie w ogóle uruchomić swoich poszukiwań, i swojego wczesnokrytycznego programu
reformy ludzkiej wiedzy. To jest arché jego
filozofowania. Proszę pokusić się o identyfikację rzeczonego zdania.]
O czym można wątpić
Przed kilkoma już laty spostrzegłem, jak wiele rzeczy
fałszywych uważałem w mojej młodości za prawdziwe i jak niepewne jest to wszystko, co później
na ich podstawie zbudowałem; [doszedłem więc do przekonania], że jeżeli chcę nareszcie coś pewnego i trwałego
w naukach ustalić, to trzeba raz w życiu z gruntu wszystko obalić i na nowo rozpocząć
od pierwszych podstaw. Zdawało mi się jednak, że to jest olbrzymie przedsięwzięcie i dlatego czekałem
na wiek tak dojrzały, by już po nim nie nastąpił inny bardziej odpowiedni dla badań naukowych. z tego
powodu tak długo zwlekałem, że stałbym się winny, gdybym jeszcze czas pozostały do działania trawił na
rozmyślaniach. Dobrze się więc składa, że dziś umysł swój oswobodziłem od wszelkich trosk, zapewniłem
sobie zupełny spokój, pogrążam się w samotności i oddam się nareszcie poważnie i z całą
swobodą temu ogólnemu przewrotowi wszystkich moich poglądów.
Do tego jednak nie trzeba będzie, bym okazał, że wszystko jest fałszywe; tego może nigdy nie mógłbym
osiągnąć. Lecz ponieważ już sam rozum radzi, by nie mniej ostrożnie powstrzymywać się od uznania tych
rzeczy, które są niezupełnie pewne i niewątpliwe, jak od oczywiście fałszywych — zatem
wystarczy do odrzucenia wszystkich, jeśli w każdej znajdę jakąś rację wątpienia. a także nie
trzeba poszczególnych poglądów po kolei przechodzić — byłaby to praca bez końca lecz, ponieważ
po zburzeniu fundamentów, wszystko, co na nich jest zbudowane, samo upada, przystąpię od razu do samych
zasad, na których opierało się wszystko, w co niegdyś wierzyłem.
Otóż wszystko, co dotychczas za najbardziej prawdziwe uważałem, otrzymywałem od zmysłów lub przez
zmysły; przekonałem się jednak, że te mnie niekiedy zwodzą, a roztropność nakazuje nie ufać nigdy
w zupełności tym, którzy nas chociaż raz zwiedli. Jednakowoż — choć nas zmysły niejednokrotnie
zwodzą, gdy chodzi o jakieś przedmioty małe i bardziej oddalone — to może jest wiele
innych rzeczy, o których a bsolutnie nie można wątpić, chociaż też od zmysłów je przyjmujemy,
jak np., że teraz tutaj jestem, że siedzę koło ognia, że jestem odziany w zimową szatę, że dotykam
tego papieru rękoma itp. w jakiż sposób można by zaprzeczyć, że te właśnie ręce i całe to ciało
moje jest? Musiałby chyba siebie porównać do nie wiem jak szalonych, których mózg tak jest osłabiony
przez uporczywe wyziewy czarnej żółci, że stale zapewniają, iż są królami, podczas gdy są bardzo biedni,
lub że są odziani w purpurę, gdy tymczasem są nadzy, albo że mają głowę z gliny, albo że całe
ich ciało jest dynią, lub że są wydęci ze szkła. ale to są właśnie szaleńcy i ja bym się wydawał
nie mniej szalonym, gdybym sobie ich wziął za przykład.
Doskonale! — jak gdybym sam nie był człowiekiem, który ma zwyczaj w nocy spać i który
we śnie doświadcza tego samego, a nawet rzeczy jeszcze mniej prawdopodobnych, niż owi szaleńcy na
jawie. Jak często w nocy każe mi sen wierzyć w rzeczy zwyczajne, jak np. że tu jestem, że jestem
ubrany, że siedzę przy ogniu, a tymczasem leżę w łóżku rozebrany. Lecz teraz przecież całkiem
pewnie na jawie patrzę na ten papier, ta głowa, którą poruszam, nie jest we śnie pogrążona. Rękę tę wyciągam
przed siebie z rozmysłu i ze świadomością i mam w niej czucie; tak wyraźnie nie przedstawiałoby
się to śpiącemu. a jednak przypominam sobie, że podobne rozważania zwiodły mnie innym razem w snach.
Gdy o tym myślę uważniej, widzę tak jasno, że nigdy nie można na podstawie pewnych oznak odróżnić
jawy od snu, iż ogarnia mnie zdumienie i to zdumienie właśnie utwierdza mnie prawie w mniemaniu,
że śnię.
Dobrze więc, przypuśćmy, że śnimy i że nieprawdą są wszystkie te szczegóły, jak to, że otwieramy
oczy, poruszamy głową, wyciągamy ręce, że mamy takie ręce i takie ciało. Trzeba jednak z pewnością
przyznać, że senne widziadła są jak gdyby jakimiś malowidłami, które mogłyby zostać utworzone jedynie
na podobieństwo rzeczy prawdziwych. Że więc przynajmniej te rzeczy ogólne, jak oczy, głowa, ręce i całe
ciało istnieją jako rzeczy prawdziwe, a nie tylko wyobrażone. Przecież sami malarze, nawet wtedy,
gdy próbują przedstawić syreny i satyrów w najniezwyklejszych postaciach, nie są w stanie
dać im pod każdym względem nowych cech, lecz tylko łączą ze sobą członki rozmaitych stworzeń. a
jeśli nawet wymyślą coś tak dalece nowego, że nic podobnego w ogóle nigdy nie widziano, tak zupełnie
zmyślonego i nieprawdziwego, to jednak z pewnością przynajmniej barwy, które się na to składają,
muszą być prawdziwe. Na tej samej podstawie trzeba koniecznie przyznać, że chociaż te rzeczy ogólne,
jak oczy, głowa, ręce itp. Mogą być tylko tworami imaginacji, to jednak rzeczywistymi są jakieś inne
rzeczy prostsze i ogólniejsze, z których — jak gdyby z prawdziwych barw —
tworzą się wszystkie bądź fałszywe, bądź prawdziwe obrazy rzeczy, jakie się znajdują w naszej świadomości
(cogitatio). — Tego rodzaju, zdaje się, jest istota ciała w ogóle
i jego rozciągłość, podobnie kształt rzeczy rozciągłych, dalej ich quantum,
czyli ich wielkość i liczba, tak samo miejsce, w którym się znajdują, czas przez jaki trwają
itp.
Toteż na podstawie tego może nie będzie mylny wniosek, że choć fizyka, astronomia, medycyna i wszystkie
inne nauki, które zależą od rozpatrywania rzeczy złożonych, SA wprawdzie niepewne, to jednak a rytmetyka,
geometria i inne tego rodzaju nauki, które traktują jedynie o rzeczach najprostszych i najogólniejszych —
nie troszcząc się wcale o to, czy one istnieją w rzeczywistości, czy nie — zawierają
coś pewnego i niewątpliwego. Bo czy czuwam, czy śpię, 2+3=5, a kwadrat nie ma więcej boków,
jak cztery, i zdaje się jest niemożliwe, by tak oczywiste prawdy popadły w podejrzenie, jakoby
były fałszywe.
Jednakowoż znajduje się w moim umyśle pewne dawne, silnie wkorzenione mniemanie, że istnieje
Bóg, który wszystko może i który stworzył mnie takim, jakim jestem. Skąd jednak wiem, że on nie
sprawił tak, iż w ogóle nie ma żadnej ziemi, ani żadnej rzeczy rozciągłej, żadnego kształtu, żadnej
wielkości, ani miejsca, a że mimo to, wszystko przedstawia się tak, jak teraz, jako istniejące.
Skąd wiem, że tak jak o innych niekiedy sądzę, że się mylą w takich sprawach, o których —
jak im się wydaje — posiadają doskonałą wiedzę, że tak samo ja sam nie ulegam złudzeniu, gdy
dwa do trzech dodaję lub liczę boki kwadratu, albo gdy wykonuję cos jeszcze łatwiejszego, jeśli cos takiego
da się pomyśleć. a może Bóg nie chciał, bym był tak oszukiwany? Nazywa się przecież największą dobrocią.
Lecz, jeśliby się to nie zgadzało z jego dobrocią, by mnie stworzył takim, iżbym się zawsze mylił,
to zdawałoby się, że ta sama dobroć nie pozwala na to, bym się czasem tylko mylił. a tego faktu
nie można zaprzeczyć.
Znajdą się jednak może tacy, którzy woleliby zaprzeczyć istnieniu tak potężnego Boga, niż uwierzyć
w to, że wszystkie inne rzeczy są niepewne. Lecz z tymi nie spierajmy się i uważajmy to
wszystko o Bogu za czczy wymysł. Niechaj więc przyjmą, że tym, czym jestem, stałem się bądź to na
skutek przypadku, czy też zwykłego biegu rzeczy, lub jakimkolwiek bądź innym sposobem. Otóż, ponieważ
mylić się i błądzić uchodzi za pewną niedoskonałość, więc im mniej potężnemu sprawcy moje pochodzenie
będą przypisywali, tym prawdopodobniejszym będzie, że jestem tak niedoskonały, iż zawsze się mylę.
Na takie argumenty nic już nie mogę odpowiedzieć, lecz w końcu muszę wyznać, że o wszystkim,
co dawniej uważałem za prawdziwe, można wątpić i to nie przez nieostrożność lub lekkomyślność, lecz
z powodu poważnych i przemyślanych racji.(
) Lecz nie dość to stwierdzić, trzeba się starać
mieć to w pamięci. Ustawicznie bowiem powracają dawne mniemania, do których przywykłem, i biorą
w posiadanie mój łatwowierny umysł (
) Dlatego — jak sądzę — nieźle uczynię,
jeśli (
) sam siebie będę łudził i uważał przez jakiś czas owe mniemania za zupełnie fałszywe i urojone
(
).
↑cof sie!
Ludwig Wittgenstein, Tractatus logico–philosophicus
Wyboru dokonał Gromazjusz
Komentarze: Ajn
Struktura wyboru:
1. Czacha tekstu zbudowana z gnatów tekstu;
2. Gnat tekstu zbudowany z kostek tekstu;
3. fanera — widoczna kostka tekstu;
4. adela — niewidoczna kostka tekstu;
5. oden adelon — czerwony pryszcz–demaskator: odsłania adele;
6. Cytaty w języku oryginału za:
L. Wittgenstein, Tractatus logico–philosophicus, London — Newy York, Trubner &CO. — Harcourt, 1933.
Cytaty w języku polskim według tłumaczenia Bogusława Wolniewicza [fragmenty zmienione przeze mnie podaję w nawiasach graniastych]:
L. Wittgenstein, Tractatus logico–philosophicus, B. Wolniewicz (tł.), Warszawa, Wydawnictwo Naukowe PWN 1997.
(sporadycznie podaję wersję angielską — wersję autoryzowaną wszakże przez Wittgensteina; metryka jak oryginału niemieckiego)
TLPh.n.xyz = Tractatus logico-philosophicus teza nr n.xyz
7. Zdania drukowane bielą pojawiają się po raz kolejny (wcześniej już występowały).
Rady Gromazjusza:
1. Obwąchać fanera.
2. Odsłonić adela.
3. Gryźć gnat, aż zadymi czacha.
Narzędzia:
1. Reguła wzajemnej zastępowalności synonimów lub wyrażeń koekstensjonalnych;
2. Reguła odrywania;
3. Reguła życzliwości — tekst nie jest głupszy ode mnie.
Szanowni Państwo, prześwietni Bałtyccy Wikingowie! Pracując nad klockami lego, które pozostawił po sobie Ludwig W. w sposób
istotny, by nie rzec — dramatyczny, zmieniłem swą opinię na temat tego, czym jest Tractatus logico–philosophicus.
W konsekwencji
pracę zaczynamy od nowa; cóż, to właśnie są studia. Na wstępie zaledwie parę zdań. Prosze się jednak przyjrzeć im niezykle dokładnie
i wyciągnąć stosowne
konsekwencje. Robota ma charakter propedeutyczny w najpoważniejszym znaczeniu słowa. Metodyka bez zmian.
PUNCTUM CONTRA PUNCTUM
„przedmiot”, „fakt”, etc... a nazwa zmienna „x”
Znak, nazwa, zanczenie
TLPh.3.203
Der Name bedeutet den Gegenstand. Der Gegenstand ist seine Bedeutung (...)
Nazwa oznacza przedmiot. Przedmiot jest jej znaczeniem (...)
TLPh.5.47321
(...) Zeihen, die Einen Zweck erfüllen, sind logisch äquivalent (...)
(...) Znaki spełniające ten sam cel są logicznie równoważne.
Rzecz a przedmiot
TLPh.2.0121
(...) Wenn die Dinge in Sachverhalten vorkommen können, so muss dies schon in ihnen liegen (...)
so können wir uns keinen Gegenstand ausserhalb der Möglichkeit
seiner Verbindung mit anderen denken. Wenn ich mir den Gegenstand im Verbande des Sachverhalts denken kann [etc...]
(...) Jeżeli rzeczy mogą występować w stanach rzeczy, to musi to już w nich tkwić (...)
żadnego przedmiotu nie można pomyśleć poza jego możliwością powiązania z innymi przedmiotami.
Jeżeli mogę pomyśleć sobie przedmiot w kontekści stanu rzeczy [etc...]
Nazwy pozorne a zmienne
TLPh.4.1272
So ist der variable Name „x” das eigentliche Zeichen des Scheinbegriffes „Gegenstand”. Wo
immer das Wort „Gegenstand” („Ding”, „Sache”, etc.) richtig gebrauch wird, wird es in der Begriffsschrift durch den variablen Namen ausgerdrückt.
(...) Dasselbe gilt von den Worten „Komplex”, „Tatsache”, „Funktion”, „Zahl”, etc.
Sie alle bezeichnen formale Begriffe und werden in der Begriffsschrift durch Variable, nicht durch Funktionen oder Klassen dargestellt.
(...) właściwym znakiem dla niby-pojęcia „przedmiot” jest zmienna nazwa „x” (...)
Gdziekolwiek słowa „przedmiot” („rzecz”, „obiekt” itd.) używa się właściwie,
tam w ideografii logicznej wyraża je zmienna nazwa (...)
To samo dotyczy słów „kompleks”, „fakt”, „funkcja”, „liczba” itd.
Wszystkie one oznaczają pojęcia formalne i w ideografii logicznej
przedstawiane są przez zmienne,
a nie przez funkcje lub klasy. 3.203 Nazwa oznacza [bedeutet] przedmiot. Przedmiot jest jej znaczeniem (...)
TLPh.3.314
(...) Jede Variable lässt sich als Statzvariable auffassen. (Auch der variable Name.)
(...) Każdą zmienną można ujmować jako zmienną zdaniową. (Także zmienną nazwę.)
Ustalanie wartości zmiennej a opis i oznaczanie
TLPh.3.315
Verwandeln wir einen Bestandteil eines Satzes in eine Variable, so gibt es eine Klasse vo Sätzen, welche samtlich Werte
des so entstandenen variablen Satzes sind. (...)
Gdy jakiś składnik zdania przekształcić w zmienną, to istnieje klasa zdań będących wartościami powstałego tak zdania zmiennego (...)
TLPh.3.316
Welche Werte die Satzvariable annehmen darf, wird festgesetzt (...)
Jakie wartości może przyjmować zmienna zdaniowa, jest kwestią ustalenia (...)
TLPh.3.317
(...) nur dies ist der Festsetzung vesentlich,
dass się nur eine Beschreibung von Symbolen ist
und nichts über das Bezeichnete aussagt (...)
tylko to jest w ustaleniu istotne,
że stanowi ono jedynie opis symboli, nie mówiąc nic o tym, [co jest przez nie oznaczane].
Stretta
TLPh.6.54
Meine Sätze arlaäutern dadurch, dass się der, welcher mich versteht, an Ende als unsinnig erkennt (...)
Tezy moje wnoszą jasność przez to, że kto mnie rozumie, rozpozna rozpozna je w końcu jako niedorzeczne (...)
TLPh.1.1
Die Welt ist die Gesamtheit der Tatsachen, nich der Dinge.
Świat jest ogółem faktów, nie rzeczy.
TLPh.1.1
...................(co tu teraz wpiszesz?)...................
Świat — fakt — rzecz — rzeczywistość — przestrzeń logiczna
Świat — rzeczywistość
TLPh.1.1
Die Welt ist die Gesamtheit der Tatsachen, nich der Dinge.
Świat jest ogółem faktów, nie rzeczy.
TLPh.2
Was der Fall ist, die Tatsache, ist das Bestehen von Sachverhalten.
To, co jest faktem — fakt — jest istnieniem stanów rzeczy.
TLPh.2.01
Der Sachverhalt ist eine Verbindung von (...) Dingen.
Stan rzeczy jest połączeniem (...) rzeczy.
TLPh.1
Die Welt ist alles, was der Fall ist.
The world is everything that is the case.
Świat jest wszystkim, co jest faktem.
TLPh.2.06
(...) Das Bestehen von Sachverhalten nennen wir auch eine positive, das Nichtbestehen eine negative Tatsache.
(...) Istnienie stanu rzeczy nazywam faktem pozytywnym, nieistnienie — negatywnym.
TLPh.2.04
Die Gesamtheit der bestehenden Sachverhalte ist die Welt.
The totality of existent atomic facts is the world.
Ogół istniejących stanów rzeczy jest światem.
TLPh.2.06
Das Bestehen und Nichtbestehen von Sachverhalten ist die Wirklichkeit (...)
Istnienie i nieistnienie stanów rzeczy jest rzeczywistością (...)
TLPh.2.063
Die gesamte Wirklichkeit ist die Welt.
Cała rzeczywistość jest światem.
Rzecz (przedmiot)— fakt (stan rzeczy)
TLPh.2.011
Es ist dem Ding wesentlich, der Bestandteil eines Sachverhaltes sein zu könen.
It is essential to a thing that it can be a constituent part of an atomic fact.
Dla rzeczy jest istotne, że może być składnikiem stanu rzeczy.
TLPh.2.0272
Die Konfiguration der Gegenstände bildet den Sachverhalt.
Konfiguracja przedmiotów tworzy stan rzeczy.
TLPh.2.032
Die Art und Weise, wie die Gegenstände im Sachverhalt zusammenhängen, ist die Struktur des Sachverhaltes.
Sposób, w jaki przedmioty wiążą się w stanie rzeczy, jest strukturą stanu rzeczy.
TLPh.2.033
Die Form ist die Möglichkeit der Struktur.
Forma to możliwość struktury.
TLPh.2.012
In der Logik ist nichts zufällig: Wenn das Ding im Sachverchalt vorkommen kann so muss
die Möglichkeit des Sachverchaltes im Ding bereits präjudiziert sein.
W logice nic nie jest przypadkowe. Jeżeli rzecz może
wystąpić w stanie rzeczy, to jego możliwość musi już w niej być przesądzona.
TLPh.2.0121
(...) so können wir uns keinen Gegenstand ausserhalb der Möglichkeit seiner Verbindung
mit anderen denken.
(...) [podobnie] żadnego przedmiotu nie
można pomyśleć poza możliwością jego powiązania z innymi przedmiotami.
TLPh.2.0123
Wenn ich den Gegenstand kenne, so kenne ich auch sämtliche Möglichkeiten seines Vorkommens in Sachverhalten.
Znając przedmiot, znam też wszystkie możliwości jego występowania w stanach rzeczy.
TLPh.2.01231
Um einen Gegenstand zu kennen, mus ich zwar nicht seine externen — aber ich muss alle seine internen Eigenschaften kennen.
Aby znać przedmiot nie muszę (...) znać jego własności zewnętrznych, ale muszę
znać (...) jego własności wewnętrzne.
TLPh.2.014
Die Gegenstände enthalten die Möglichkeit aller Sachlagen.
Przedmioty zawierają możliwość wszystkich sytuacji.
TLPh.2.0124
Sind alle Gegenstände gegeben, so sind damit auch alle moöglichen Sachverchalte gegeben.
Jeżeli dane są wszystkie przedmioty, to tym samym dane są też wszystkie możliwe stany rzeczy.
Rzecz (przedmiot)— forma (rzeczy)
TLPh.2.02
Der Gegenstand ist einfach.
Przedmiot jest prosty.
TLPh.2.0232
(...) przedmioty są bezbarwne.
TLPh.2.033
Forma to możliwość struktury.
TLPh.2.0141
Die Möglichkeit seines Vorkommens in Sachverhalten, ist die Form des Gegenstandes.
Możliwość występowania w stanach rzeczy jest formą przedmiotu.
TLPh.0251
Raum, Zeit, und (...) Färbigkeit (...) sind Formen der Gegenstände.
Przestrzeń, czas i (...) barwność (...) są formami przedmiotów.
TLPh.2.02
Przedmiot jest prosty.
TLPh.2.01231
Aby znać przedmiot nie muszę (...) znać jego własności zewnętrznych,
ale muszę znać (...) jego własności wewnętrzne.
TLPh.2.027
Das Feste, das Bestehende und der Gegenstand sind Eins.
Przedmiot i to, co stałe i trwałe — to jedno.
Forma rzeczy — substancja — forma świata
TLPh.2.021
Die Gegenstände bilden die Substanz der Welt. Darum können się nicht zusammengesetzt sein.
Przedmioty stanowią substancję świata. Dlatego nie mogą być złożone.
TLPh.2.0232
(...) przedmioty są bezbarwne.
TLPh.2.0231
Die Substanz der Welt kann nur eine Form und keine materiellen Eigenscheften bestimmen.
Substancja świata może wyznaczać jedynie formę, nie własności materialne [jakościowe uposażenie świata].
TLPh.2.023
Diese feste Form besteht eben aus den Gegenständen.
(...) stałą formę [różnych światów] stanowią (...) przedmioty.
TLPh.2.0211
Hätte die Welt keine Substanz, so würde, ob ein Satz Sinn hat, davon abhängen, ob ein anderer Satz wahr ist.
Gdyby świat nie miał substancji, wtedy to, czy dane zdanie ma sens,
zależałoby od tego, czy pewne inne zdanie jest prawdziwe.
TLPh.2.025
[Die Substanz] ist Form und Inhalt.
[Substancja świata] [j]est formą i treścią.
TLPh.2.0231
Substancja świata może
wyznaczać jedynie formę, nie własności materialne [jakościowe uposażenie świata].
TLPh.2.0271
Der Gegenstand ist das Feste, Bestehende; die Konfiguration ist das Wechselende, Unbeständige.
Przedmiot jest tym, co stałe i trwałe; konfiguracja [m.in. fakt]— tym, co zmienne i nietrwałe.
TLPh.2.024
Die Substanz ist das, was unabhangig von dem was der Fall ist, besteht.
Substancja jest tym, co istnieje niezależnie od tego, co jest faktem.
TLPh.2.0121
(...) żadnego przedmiotu nie można pomyśleć poza możliwością
jego powiązania z innymi przedmiotami.
Wenn ich mir den Gegenstand im Verbande des Sachverhalts denken kann, ich ihn nicht ausserhalb der Möglichkeit dieses Verbandes denken.
Jeśli mogę pomyśleć (..) przedmiot w kontekście stanu rzeczy, to nie mogę go pomyśleć
poza możliwością tego kontekstu.
TLPh.2.0121
Das Ding ist selbständig, insofern es in allen möglichen Sachlagen vorkommen kann, aber diese Form der
Selbständigkeit ist eine Form des Zusammenhangs mit dem Sachverhalt,
eine Form der Unselbständigkeit (...)
Rzecz jest samodzielna o tyle, że może występować we
wszystkich możliwych sytuacjach; ale ta postać
samodzielności jest postacią związku ze stanem rzeczy, postacią niesamodzielności (...)
TLPh.2.0141
Możliwość występowania w stanach rzeczy jest formą przedmiotu.
TLPh.2.0232
(...) przedmioty są bezbarwne.
TLPh.2.0233
Zwei Gegenstände von der gleichen logichen Form sind — abgesehen von ihren externen Eigenschaften — von einander nur dadurch
unteerschieden, das sie verschieden sind.
Dwa przedmioty o tej samej formie logicznej różnią się od siebie — pomijając ich własności zewnętrzne —
tylko tym, że są różne.
TLPh.1.13
Die Tatsachen im logischen Raum sind die Welt
TLPh.1.13
Światem są fakty w przestrzeni logicznej.
Rysunek powyższy pochodzi z książki B. Wolniewicza
Ontologia sytuacji. Jego celem wizualizacja relacji między myślą a bytem, a właściwie takiej jej postaci,
jaką Wolniewicz odnajduje w Traktacie... Wittgensteina. Co tu się rzuca w oczy.
- Myśl odnosi się do Bytu pośrednio;
- język pośredniczy między Myślą a Bytem w ten sposób, że sądom przyporządkowane zostają zdania (funkcja f0),
a te dalej rzutowane są w Byt (funkcja f1);
- Język odnosi się do Bytu pośrednio;
- przestrzeń logiczna jest to ogół sytuacji opisywalnych przez zdania, tj. sytuacji możliwych;
- każda sytuacja, która ma miejsce w świecie jest możliwa, ale nie odwrotnie;
- przestrzeń logiczna pośredniczy między językiem a bytem w ten sposób, że zdaniom zostają przyporządkowane opisane przez nie,
zatem możliwe sytuacje — elementy przestrzeni logicznej, te zaś są dalej rzutowane w Byt;
- Byt
, zostanie wkrótce opatrzony moim komentarzem; wszystko razem ma Państwu ulatwić wstępne zrozumienie tez Tractatusu.
TLPh.2.012 – 2.0121
In der Logik ist nichts zufällig (...) Wenn die Dinge in Sachverhalten vorkommen können, so muss dies schon in ihnen liegen.
TLPh.2.012 – 2.0121
W logice nic nie jest przypadkowe (...) Jeśli rzeczy mogą występować w stanach rzeczy, to musi to już w nich tkwić.
TLPh.2.1
Wir machen uns Bilder der Tatsachen.
TLPh.2.1.
Tworzymy sobie obrazy faktów.
TLPh.2.141.
Das Bild ist eine Tatsache.
TLPh.2.141.
Obraz jest faktem.
TLPh.2.1513.
(...) do obrazu należy (...) stosunek odwzorowania, który czyni go obrazem.
TLPh.2.1514.
Stosunek odwzorowania składa się z przyporządkowań między elementami obrazu a rzeczami.
TLPh.2.16.
Aby być obrazem, fakt musi mieć coś wspólnego z tym, co odwzorowuje.
TLPh.2.161.
W obrazie i w tym, co odwzorowane , coś musi być identyczne (...)
TLPh.2.17.
Tym, co obraz musi mieć wspólnego z rzeczywistością, by mógł ją na swój sposób — trafnie lub błędnie — odwzorowywać, jest gego forma odwzorowania.
TLPh.2.151.
Forma odwzorowania jest to możliwość, że rzeczy tak się do siebie mają, jak elementy obrazu.
TLF.6.54.
Maine Sätze erläutern dadurch, dass sie der, welcher mich versteht, am Ende als unsinnig erkennt, wenn er durch sie — auf ihnen -über sie hinausgesteigen ist. (Er muss sozusagen die Leiter wegwerfen, nachdem er auf ihr hinaufgesteigen ist.)
Er muss diese Sätze überwinden, dann sieht er die Welt richtig.
TLF.6.54
Tezy moje wnoszą jasność przez to, że kto mnie rozumie, rozpozna je w koncu jako niedorzeczne; gdy przez nie — po nich — wyjdzie ponad nie. (Musi niejako odrzucić drabinę, uprzednio po niej się wspiąwszy.)
Musi te tezy przezwyciężyć, wtedy świat przedstawi mu się właściwie.
TLF.7.
Wovon man nicht spechen kann, darüber muss man schwingen.
TLF.7.
O czym nie można mówić, o tym trzeba milczeć.
TLF.4.116
Alles was überhaupt gedacht werden kann, kann klar gedacht werden. Alles was sich aussprechen läst, läst sich klar aussprechen.
TLF.4.116
Cokolwiek da się w ogóle pomyśleć, da się jasno pomyśleć. Co się da powiedzieć, da się jasno powiedzieć.
Nie modyfikuję przekładu, bo zadowala moje poczucie estetyki. Jednak mam wątpliwości,
czy nieróżnicujące tłumaczenie tym samym zwrotem „da się” zarówno werden kann jak i sich ... läst
jest rozwiązaniem trafnym.(Ajn)
TLPh.4.
Der Gedanke ist der sinnvolle Satz.
TLPh.4.
Myśl jest to zdanie sensowne.
TLPh.4.002.
(...) Die Sprache verkleidet den Gedanken (...)
TLPh.4.002
(...) Język przesłania myśl (...)
TLPh.4.001
Język to ogół zdań.
TLPh.3.343
Definitionen sind Regeln der Übersetzung von einer Sprache in eine andere.
TLPh.3.343.
Definicje są redułami przekładu z jednego języka na drugi.
TLPh.3.32.
Das Zeichen ist das sinnlich Wahrnembare am Symbol.
TLPh.3.32.
Znak jest tym, co z symbolu zmysłowo postrzegalne.
TLPh.3.326.
Um das Symbol am Zeichen zu erkennen, muss man auf den sinnvolln Gebrauch achten.
TLPh.3.326.
Aby w znaku rozpoznać symbol, trzeba zważać na jego sensowne użycie.
TLPh.3.328.
Wird ein Zeichen nicht gebraucht, so ist es bedeutungslos. Das ist der Sinn der Devise Ockhams.
TLPh. 3.328.
Znak nie używany nic nie znaczy. Taki jest sens maksymy Ockhama.
(Gdy wszystko jest tak, jakby znak miał znaczenie, to ma znaczenie.)
TLPh.3.262.
To, co w znakach nie znajduje wyrazu, pokazuje ich zastosowanie. Co znaki połykają, ich zastosowanie wypowiada.
Dwie teorie Traktatu to (...) dwie teorie zdania (...) Pierwsza ujmuje zdanie jako klasę warunków prawdziwości (...)
Druga ujmuje je jako obraz możliwego stanu rzeczy. Obie mają się do siebie mniej więcej tak, jak dla nazw teorie
ich zakresów i treści: miejsce logiczne zdania to jego „zakres” a przedstawiony w nim stan rzeczy to jego „treść”. Obie są też związane podobnym
prawem odwrotności: „im większy zakres, tym mniej treści; i odwrotnie (5.121 i 5.122) (...) w Traktacie teoria zdania jako klasy jest teorią zdań złożonych,
a teoria zdania jako obrazu — teorią zdań prostych. (WOT.XXIII-XXIV)
Prawo odwrotnej proporcjonalności treści (intensji) i zakresu (ekstensji) lata przed Wittgensteinem sformułował Peirce. Konsekwentnie twierdził, że terminy
zdefiniowane absolutnie musiałyby być terminami pustymi (nic by nie oznaczały), a terminy absolutnie, punktowo oznaczające nic by nie znaczyły. [Ajn]
Nazwa jest przyporządkowana przedmiotowi umownie, natomiast między zdaniem
i faktem zachodzi więź istotna (4.03).
Przyporządkowanie jest dziełem ludzkim — ta więź nie. (WOT.XXV)
Uwaga Wolniewicza wymaga ważnego dodatku. Więź istotna zachodzi między zdaniem sensownym a faktem. W logice Wittgensteina
opozycja: sensowność — nonsensowność, stoi na pierwszym miejscu. „Więź istotna” znaczy tu: „zdanie jest
strukturalnym obrazem faktu; jest obrazem jego formy”. Powiedzmy to zwięźle za Peircem: zdanie jest diagramem faktu. Twierdzenie
to trzeba teraz zastosować do zdań fałszywych.
I one muszą być diagramami faktów. Ale negatywnych. Każdy fakt w naszym świecie jest faktem pozytywnym; ten dodatek zwykle pomijamy, jak pomijamy
znak "+" przed cyfrą oznaczającą liczbę dodatnią. Każdy fakt pozytywny jest
tym samym faktem możliwym. Nie wszystkie fakty możliwe są faktami pozytywnymi; nasz świat nie aktualizuje wszystkich możliwości.
Fakty możliwe, kóre nie są pozytywne i nie zachodzą w naszym świecie, to fakty negatywne.
Fakty negatywne są faktami możliwymni. Nie ma faktów niemożliwych. Każde zdanie sensowne, a fałszywe w naszym świecie,
jest prawdziwe w jakimś możliwym świecie. Nie ma zdań koniecznie fałszywych, tj. fałszywych w każdym możliwym świecie.
Zdanie koniecznie fałszywe, fałszywe w każdym możliwym świcie, pozostawałoby
w istotnym związku z faktem niemożliwym. A to nie jest fałsz, ale nonsen.
Nia ma fałszu koniecznego. Jest prawda konieczna.
Nie ma prawd koniecznych.
Zadziwiająca asymetria.
P.S. Twierdzenie, że nie ma fałszu koniecznego (żadne zdanie nie jest koniecznie fałszywe) stoi w najściślejszym związku z tezą Wittgensteina, która oznajmia, że w języku nie da się pomyśleć niczego nielogicznego.
[Ajn]
cof sie!
DivShare File wissman.zip
Plik (około 25 MB) zaiera pierwszy rozdział książki Davida Weissmana Truth’s Debt to Value.
Tytuł rozdziału: „Peirce and James”. Rozpoczyna się znanym gestem pożegnania Peirce’o z nazwą
pragmatyzm. Obok relacji między właśnie wymienionymi panami, Weissman omawia tam krótko stosunek Peirc’a
do Putnama. Poruszane są zagadnienia relacji między myślą a działaniem. Jest kwestia tzw. World-Making. Wszystko to w związku z filozofią Peirce’a.
DivShare File 01-universalia-1.zip
Plik (około 180 MB) to pierwsza paczka tekstów przeznaczonych na ćwiczenia poświęcone tematyce uniwersaliów. Odbędą się dwa spotkania.
Pierwsze tematycznie zogniskowane wokłół hasła: uniwersalia, a abstrakcyjne indywidua. Hasło drugiego: uniwersalia,
a realne continua.
Pierwsze spotkanie — szkolne. Gdybym ufał, że Front Wyzwolenia Różnicy zezwolił na porządną, Waszą edukację
w zakresie
problematyki powszechników, w ogóle bym tych ćwiczeń nie przprowadzał. Nie ufam. Przeprowadzam. Drugie ćwiczenia,
zaawansowane, specyficznie
Perirce’owskie.
Do pierwszych ćwiczeń należy przpomnieć sobie esej Quine’a pod tytułem O tym co istnieje.
Nawet mi nie mówcie, żeście się z nim nie zetknęli. Wskazane byłoby zapoznanie się z tekstem Mariana Przełęckiego:
O tym czego nie ma.
(Znaleźć da się w jakichś Studiach Filozoficznyc. Jakim prawem nie podaję dokładnego namiaru?
Takim, że to są studia, uczenie się również na
tym poziomie samodzielnej pracy).
Zawartość pliku:
- Tadeusz Kotarbiński „Stanowiska w kwestii istnienia powszechników: realizm, konceptualizm i nominalizm”
Elementy teorii poznania, logiki formalnej i metodologii nauk.
Kotarbus jest, rzecz jasna, tendencyjny. Ale jest też czytelny. Wiadomo gdzie tendencja, a gdzie «referencja».
Poza tym jedna rzecz piękna u niego — odwaga oraz konsekwencja. Nieraz słyszę, że ogólność dla nominalisty
jest cechą lub funkcją języka.
Kotarbus na takie «zgniłe» kompromisy nie idzie i jest, jak ma być: dla nominalisty nie ma ogólności.
- Kazimierz Ajdukiewicz „W sprawie »uniwersaliów«” Język i poznanie t. I.
U Ajduka zwracamy uwagę na koncepcję kategorii semantycznych. Jak kto pamięta co, to sobie z Husserla przypomni cokolwiek.
Tekst lekko «zarobaczony». Humanisto czysty, poproś «logiczną sznurówkę» o pomoc.
- Bas C. van Fraassen, „Universals” Laws and Symmtry
Bas wychodzi od takiego rozumienia powszechników, które jest niedaleko od Peirce’owego; do czego dochodzi, to inna sprawa.
Dla mnie, w kontekście tego, co mamy zrobić, tekst ważny; ale już na drugie spotkanie. Nie wpadać w panikę. Od tego
jestem inżynierem, żeby to jakoś przybliżyć; także humaniście czystemu (bez opowiadania o funkcjach holograficznych, dajmy na to).
Inna sprawa,
że będzie piękniej. Można sobie bezpodstawnie bujdobajczyć o subiektywności, o względności, o nieobecności, o nędzy
i o czym tam jeszcze w sprawie piękna, owszem można, ale nie u mnie. U mnie też można takie rzeczy
opowiadać tyle, że najpierw trzeba mieć podstawy. A to znaczy, na przykład, wiedzieć jaką rolę symetriom w świecie
przypisuje współczesna fizyka. Więc będzie w maju twierdzenie Nother (spokojnie, bez formalizmów).
- Joseph Melia „On what there’s not” Analysis 4(55) 1995.
Warto sięgnąć po Przełęckiego. Zasadniczo jednak tekst Melii to test wsytępowania wspólnoty poczucia (naszego) humoru. Mnie opublikowanie
tego artykuliku przez snobistyczno-naukowe pisemko rośmieszyło do łez. Melia musiał mieć w szkole matematyka-potwora.
Trauma po latach znalazła ujście w zemście.
DivShare File tcr.zip
DivShare File ura.zip
Dwa pliki, pierwszy około 13MB drugi około 23MB, zawierające dwa rozdziały z książki: Josef Perner Understanding the Representational Mind.
Materiał robimy na ćwiczeniach nie w najbliższy, a w kolejny poniedziałek.
Pierwszy rozdział The Concept of Representation z pliku tcr.zip obowiązkowo czytają wszyscy.
Rozdział drugi Understanding Representations and Appearances obowiązkowy dla Sherlock, reszta jak tam chce. Sherlock do lektury uzbraja
się w swoich kognitywistów. To, co tu otrzymujecie, otrzymujecie jako kontrast a niekiedy kontekst dla koncepcji Peirce’a; książka Pernera
to dużo psychologii (w tym rozwojowej).
|