na katedrę
FAQ
ex, hegeisthai, exegeisthai, exegesis: na zwenątrz || prowadzić, kierować || wyjaśniać, wyprowadzać (znaczenie) || wyjaśnienie, wyprowadzenie, interpretacja
Etymologia wskazuje, że egzegeza to rezultat wyjaśniania, ujmowanego jako «wyprowadzenie» sensu z przedmiotu. Egzegeza jest więc jednym z rodzajów interpretacji w sensie epistemologicznym. Przyjmuje się, że jest to interpretacja w odniesieniu do pewnego typu przedmiotu — do tekstu, zwłaszcza tekstu o charakterze religijnym — świętego czy hagiograficznego. Egzegeza to wykładnia ukrytych w utworze prawd, alegorii, kodów symbolicznych, sensów teologicznych; innymi słowy: rozjaśnienie jego warstwy metaforycznej. Wydaje się ponadto (przedrostek ex!), że egzegeza jest związana z pewnymi konkretnymi poglądami dotyczącymi interpretacji, a ściślej z poglądem, że istnieje jedyna właściwa interpretacja danego tekstu. Zadaniem egzegezy jest więc wyłożenie — wyprowadzenie — zawartego w tekście sensu.
σψαλλω, fallo, falsum, fallibilis, : obalam — upadam, zwodzę —doznaję zawodu, oszukuję — jestem w niepewności || przywodzę do upadku, oszukuję, naśladuję, podrabiam (coś) || nieprawda, fałsz, kłamstwo, błąd || zdradliwy, omylny, niepewny (z ustaleń zawartych w: st. hanuszewicz, znaczenie fallibilizmu, zielona góra 2003.)
Około roku 1897 Peirce posłużył się terminem „fallibilizm”, by dać zwięzły wyraz swemu przekonaniu, że wiedza jest ze swej istoty zawodna i rewidowalna. Powyżej podałem grecki źródłosłów Peirce’owego neologizmu, chociaż obecnie jego związek z czasownikiem fallere jest podawany w wątpliwość. Otóż to, obecnie, a nie w czasie gdy idea fallibilizmu rodziła się. Peirce doskonale znał grekę, a swych neologizmów nigdy nie wprowadzał w sposób dowolny, bez rzeczowego uzasadnienia. Zatem kamieniem węgielnym, pierwszym filarem fallibilizmu jest następujące twierdzenie:
Powyższe nie czyni jeszcze Peirce’a falsyfikacjonistą. Wszakże da się bronić tezy, że jego fallibilizm stanowi prefigurację i zapowiedź falsyfikacjonizmu. Jak Peirce uzasadnia swe stanowisko? Oto wybrane argumenty.
Pisząc ostatnie słowa wskazano na drugi, poza odnotowanym na wstępie, filar Peirce’owego fallibilizmu. Jest to tak zwana reguła ndziei (the rule of hope). Oto ona w całej swej prostocie:
Reguła nadziei określa rozum jako władzę sądzenia, a nie jako władzę powstrzymywania się od sądu. Żąda byśmy sądzili, skoro tylko nic realnie nie przemawia przeciwko naszym sądom. Wzbogacony o regułę nadziei fallibilizm Peirce’a staje się doktryną twórczo łączącą przekonanie o istotowej zawodności wiedzy z radykalnym antysceptycyzmem, którego ostrze skierowane jest zarówno przeciwko sceptycyzmowi klasycznemu (systematycznemu) jak i metodycznemu.
Po wystąpieniu Peirce’a pojawiły się inne postaci fallibilizmu. Z uwagi na dobitność konkluzji zwracam uwagę na stanowisko Reschera. Poza deklaracjami, stosunkowo niewiele łączy jego fallibilizm z doktryną Peirce’a. Różnice ujawniają się szczególnie wyraźnie wtedy, gdy Rescher w ramach swojej wizji poznawczego kopernikanizmu (Cognitive Copernicanism) formułuje zasadę indukcji pesymistycznej. Głosi ona, że „nawet nasze najpewniejsze (most secure) teorie są zapewne doraźnie zaakceptowanymi pomyłkami”. Fallibilista Peirce’owskiego rytu nie określa odrzuconych hipotez mianem błędu. Nie czuje się do tego upoważniony właśnie jako fallibilista. Co to konkretnie znaczy? Za chwilę skończę pisać. Wstanę i nie powiem: „Istnieje eter”. Wstanę i nie powiem: „Już nigdy nikt nie wyjaśni rozsądnie żadnego zjawiska, opierając się na hipotezie eteru”. Tych dwóch rzeczy nie zrobię. Jestem fallibilistą.
Aneta Rostkowska inter:
1. (określa miejsce, ludzi, grupy ludzkie, rzeczy, relacje, działania) wśród, między
2. (określa odległość, różnicę) między, od 3. (określa miejsce z jednym punktem odniesienia)
ze strony wewnętrznej, wewnątrz
4. (określa czas, okoliczności, warunki, działania) w trakcie, w ciągu, w czasie, przez, podczas
5. (określa częstotliwość) co (jakiś czas) 6. (zwrotnie) na (siebie), ze (sobą), między (sobą) ||
interpres -etis: 1. pośrednik 2. przedstawiciel, posłaniec 3. objaśniacz, tłumacz, komentator ||
interpretatio: 1. wyjaśnienie, komentarz 2. sposób zrozumienia//interpretacja 3. znaczenie, tłumaczenie ||
interpretor: 1. wyjaśniać, objaśniać, 2. rozumieć, rozpoznawać 3. tłumaczyć po swojemu 4. przekładać, tłumaczyć
Etymologia słowa „interpretacja” wskazuje, że oznacza ono coś (czynność bądź rezultat tej czynności), co znajduje się «pomiędzy», a ściślej — co pośredniczy. Owo pośredniczenie ma charakter celowy, gdyż zadaniem interpretacji jest wyjaśnienie bądź zrozumienie. Pośredniczący status interpretacji implikuje istnienie kogoś (lub czegoś), kto (co) jej dokonuje oraz przedmiotu, który jej podlega. Sprecyzowanie przedmiotowego i podmiotowego aspektu interpretacji pozwala na wyróżnienie różnych jej rodzajów//sensów.
Ze względu na przedmiot interpretowany możemy mówić o interpretacji np. utworu artystycznego (tekstu literackiego, obrazu, utworu muzycznego//spektaklu teatralnego — tu interpretacja przybiera kształt wykonania utworu bądź kierowania jego wykonaniem przez dyrygenta//reżysera itd.), wypowiedzi językowej, gestów («mowa ciała»), sytuacji, prawa (tzw. wykładnia prawa), symboli języka (w logice i matematyce), instrukcji programu komputerowego (przekształcanie instrukcji programu na bieżąco do kodu maszynowego lub innej formy pośredniej i natychmiastowe ich wykonywanie przez komputer), snów (psychoanaliza), bieżących wydarzeń politycznych // społecznych // obyczajowych, badań naukowych itd itp. Interpretacja dotyczyć może zatem mnóstwa najróżniejszych przedmiotów. Taka sytuacja pozwala zasadnie zadać dwa pytania: po pierwsze, czy istnieją w ogóle jakiekolwiek fragmenty rzeczywistości nie podlegające interpretacji, po drugie natomiast, czy da się sformułować teorię interpretacji obejmującą wszystkie możliwe jej przedmioty? Postawienie tych kwestii automatycznie przeniesie nas na grunt filozofii. Pierwsza z nich należy bowiem do teorii poznania (czy możliwe jest poznanie o nieinterpretacyjnym, a więc bezpośrednim, charakterze?), druga z kolei do ontologii, a ściślej do teorii przedmiotu (co łączy wszystkie interpretowalne przedmioty?).
Ze względu na podmiot możemy mówić o interpretacji w sensie epistemologicznym (jako pewnym sposobie uzyskiwania przez podmiot wiedzy o świecie) oraz interpretacji w sensie ontologicznym (jako sposobie bycia podmiotu w świecie).
Interpretacja w sensie epistemologicznym oznacza rodzaj operacji poznawczej//działalności poznawczej, szczególnego typu akt świadomości skierowany na jakiś przedmiot, którego celem jest wyjaśnienie, zrozumienie czy też przetłumaczenie tegoż. Innymi słowy, interpretacja jest narzędziem uzyskiwania wiedzy. Jak widać, gdy mówimy o rodzajach interpretacji ze względu na przedmiot, to mamy na myśli właśnie interpretację epistemologiczną. Teoria tak rozumianej interpretacji powinna odpowiadać na między innymi takie pytania jak: czy interpretując możemy polegać na jakichś metodach, czy mamy do dyspozycji kryteria odróżnienia interpretacji poprawnych od niepoprawnych, czy do każdego przedmiotu przypisana jest jedna właściwa interpretacja, co decyduje o kształcie interpretacji (język, moment historyczny, nastawienie emocjonalne itd). Wielu filozofów rozumie interpretację właśnie w taki sposób, na przykład Paul Ricoeur, Richard Shusterman, większość jeśli nie wszyscy filozofowie analityczni itd.
Interpretacja w sensie ontologicznym to sposób istnienia człowieka (czy ogólniej czegoś co interpretuje, na przykład znaku). To element konstytuujący bycie w świecie, otwierający podmiot na świat, a więc sprawiający, że świat może dla podmiotu zaistnieć (zostać «usensowniony», czy — stać się w jakikolwiek sposób dostrzegalny). Tak ujmował interpretację Heidegger, za nim Gadamer. Podobnie zdaje się rozumieć interpretację Peirce.
Zarówno w przypadku interpretacji w sensie epistemologicznym, jak i ontologicznym możemy pytać o jej relację do języka czy ogólniej do znaku, a więc czy zawsze ma ona charakter językowy/ znakowy. Ponadto możemy pytać o to, czy interpretacja różni się od rozumienia, a jeśli tak, to w jaki sposób.
lingua, de–, terminus: język, mowa, dialekt... przylądek || od, z czegoś || kres, granica
Pogląd w myśl, którego myślenie człowieka bez reszty sterowane jest przez schematy, tory, tropy językowe w sposób bezwyjątkowy, mechaniczny oraz nie podlegający kontroli. W takiej mierze, w jakiej myślenie określa ludzkie postępowanie, konsekwencje determinizmu lingwistycznego obejmują obszar życia codziennego oraz społecznej praktyki. W sposób zwięzły stanowisko determinizmu lingwistycznego resp. językowego wysłowił Lee–Whorf. Jego zdaniem myśl ludzka kroczy siecią torowisk, które „wbudowane są w każdy język”. Ponadto, „indywiduum nie zdaje sobie sprawy z istnienia tego porządku, dlatego też pozostaje całkowicie zamknięte w sieci [języka]”.
relativus, relatio, refero: względny, warunkowy, odnoszący się do czegoś || relacja, zdanie sprawy || odnoszę, donoszę, przynoszę, odbrzmiewam
Stanowisko oparte na przekonaniu, że języki, którymi posługują się ludzie są zarazem punktami odniesienia jak i wyznacznikami postaci światów zamieszkiwanych przez ludzi. Relatywizm lingwistyczny pojawia się jako natychmiastowa konsekwencja koniunkcji determinizmu lingwistycznego oraz radykalnego lingwistycznego pluralizmu. Ten ostatni sprzeciwia się lingwistycznemu uniwersalizmowi i forsuje tezę o braku wspólnego mianownika dla wszystkich ludzkich języków na przykład gramatycznej protostruktury, na której byłyby nadbudowane gramatyki partykularnych języków etnicznych. Lingwistyczny relatywizm najczęściej wiąże się z nazwiskami Sapira oraz Lee–Whorfa. Wszakże zdał sobie z niego sprawę już Hamann, skoro tylko wystąpił z tezą, że przy zachowaniu wszelkich kantowskich prerogatyw rozum jest językiem (Hamann miał na myśli język etniczny, historyczny, rzeczywisty, nie zaś idealny).
Tezy relatywizmu językowego mają początkowo charakter semiotyczny, by ostatecznie przekształcić się w twierdzenia o wymowie ontologicznej. Systematyczny (rzeczowy, ale nie historyczny) punkt wyjścia — Sapir i jego słowa: „Żadne dwa języki nie są nigdy na tyle podobne, by można je było traktować jako reprezentujące tę samą rzeczywistość społeczną”. O tyle, o ile pogląd Sapira dotyczy reprezentacji, o tyle też ma on charakter semiotyczny i jest niepodważalną prawdą. Byłoby zdumiewające, gdyby językowy obraz czegokolwiek, nie był określany przez język. Zatem nie ta «tautologia» jest ważna. Ważne są skutki połączenia jej z tezą determinizmu językowego oraz z poglądem że świat udostępniany jest człowiekowi przez język. Wszak gdy podmiot mowy nie może wykroczyć poza mowę, to nie może także skonfrontować językowego obrazu rzeczywistości z rzeczywistością. Językowy obraz rzeczywistości okazuje się nie mieć przedmiotowego odniesienia dla mówiącego podmiotu. Nie reprezentuje zatem, a prezentuje się. Nie jest już obrazem rzeczywistości, a samą rzeczywistością dla mówiącego. Od tego momentu teza Sapira jest już twierdzeniem ontologicznym. Owszem, Sapir nadal ogranicza jej zasięg do sfery społecznej. Jednak część użytkowników jego poglądu dokonuje kolejnej redukcji, przenosząc sprawę na płaszczyznę opozycji między kulturą a naturą. Dokonawszy takiej uogólniającej translacji, przeprowadza się mniej więcej następujące rozumowanie: a) pojęcie natury jest produktem kultury; b) natura nie wykracza poza kulturę, nie transcenduje jej, a tylko w obrębie kultury jest reprezentowana jako jej transcendens; c) natura jest częścią kultury; d) kultura oraz rzeczywistość społeczna jest jednym i tym samym. Erego: ci, którzy mówią różnymi językami, zamieszkują różne światy. Jeśli języki są różne pod każdym względem, takież są światy. Bywa, że wniosek ten formułuje się jako tezę tak zwanego inkomenzurabilizmu (zaprzeczające in–, uwspólniające co– oraz mensura, czyli miara): niewspółmierność języków pociąga za sobą niewspółmierność światów. Problem tej skrajnej wersji relatywizmu lingwistycznego sprowadza się do obserwacji, że z dwóch języków różnych pod każdym względem, jeden nie może być językiem.
phainómenon, phaínein : co widoczne, jasne, jawne || objawić się, pokazać
Fenomenologia jako kierunek filozoficzny reprezentowany w swej klasycznej formie przez Husserla zajmuje się metodyczną analizą i opisem tego, co ukazuje się naszej świadomości. Charakterystyczną właściwością fenomenologii jest jej metoda docierania do treści świadomości — metodę tę cechuje stosowanie specyficznej, dwustopniowej redukcji: transcendentalnej, a następnie eidetycznej. Krótko mówiąc, chodzi Husserlowi o zawieszenie (lecz nie zaprzeczenie!!) naturalnego nastawienia do świata — wzięcie w nawias wszelkich swoich (naszych) założeń, przekonań, mniemań, poglądów, sądów odnośnie świata zewnętrznego oraz samego siebie. Jest to zatem całkowite «oczyszczenie» umysłu w celu osiągnięcia stanu bezpośredniego doświadczania zjawisk w sposób «czysty», inaczej: źródłowy, tzn. dokładnie tak, jak są nam dane bez najmniejszych uprzedzeń czy oczekiwań co do nich.
Całą redukcję urozmaicę konkretnym przykładem, zachęcając czytelnika, ażeby (przy niewielkim zaangażowaniu wyobraźni bądź o skłonności introspekcyjnych) wykonał samodzielnie podobny «eksperyment». Na potrzeby niniejszego tekstu dodaję również suplement, wyjaśniając w nim pokrótce ważne pojęcia występujące i używane w dyskursie fenomenologicznym.
Krok pierwszy: wybieram, a następnie koncentruję uwagę na pewnym bezpośrednio dostępnym mi fenomenie (dowolny obiekt materialny, abstrakcyjny). Niech przykładem będzie tutaj fakt autentyczny: spacerując któregoś dnia nagle z dość dużej odległości spostrzegam kobietę — przepiękne zjawisko stoi w oknie na piętrze kamienicy, spogląda zamyślona w dal, gdy ja, idąc powoli w jej kierunku, przyglądam się wciąż bardziej i bardziej zachwycony. Teraz możemy przejść do... redukcji transcendentalnej.
Krok drugi. Dokonuję tak zwanej epoché — dystansuję się wobec całej rzeczywistości biorąc w nawias wszelkie uwarunkowania zewnętrzne wraz z wyznawanym światopoglądem, przekonaniami, wiedzą przyrodniczą etc. Staję się doskonale niezaangażowanym w sytuację obserwatorem tajemniczej nieznajomej, w żaden sposób nie zakłócając jej działalności — i tego, co robi i tego, jak ją postrzegam. Moje zawieszenie sądów (np. czy nie ulegam jedynie złudzeniu widząc ją; czy nie popełniam faux-pas intensywnie przyglądając się jej itp.) nie jest ich zanegowaniem, ale neutralizacją wszelkich momentów asercji i zarazem pełnym otwarciem na jak najgłębsze wchłanianie, rejestrowanie bodźców i informacji płynących od obserwowanego fenomenu — z tego, co dane mej naoczności. Tym sposobem docieram do doświadczania już nie tyle fizycznie obecnej kobiety, ku której zbliżam się powolnym krokiem, ile do samego sensu jej obecności, który ustanawia się w strumieniu przeżyć mojej świadomości. Innymi słowy koncentruję się na treściach swych przeżyć i wzruszeń wywołanych pierwotnie obecnością owej tajemniczej pani — na pięknie jej zamyślonej, nieporuszonej sylwetki; na subtelności i wdzięku jej smukłych rysów — zaczynam doświadczać kwintesencji tego, co mnie w niej zachwyciło, a co samo naturalnie zrodziło się w mych przeżyciach. Konstytuuję jej niepowtarzalny sens jako syntezę swoich aktów myślenia, przeżywania oraz tego, co aktualnie przeżywam: korelat noez i noematu.
Trzecim krokiem jest redukcja eidetyczna — schodzę jeszcze o jeden poziom niżej w swoich przeżyciach. Wspomagając się tak zwanym uzmiennianiem lub wariancją imaginacyjną zaczynam uświadamiać sobie czystą esencję swej kontemplacji: samą istotę ponadindywidualnej kobiecości, lub lepiej — ideę kobiecości. Czynię to poprzez wyobrażeniowe zmienianie pewnych cech obiektu mych uniesień (i odniesień — od cech najmniej istotnych, jak np. kolor skóry, oczu, włosów, przez bardziej istotne, np. zmiana ilości kończyn, organów wewnętrznych aż do zmian najbardziej decydujących o byciu kobietą — zmiany płci, kształtu ciała, czy też zmiany przynależności do rodziny hominidae, ssaków w rzędzie naczelnych primates). Dochodząc do własności nieusuwalnych i konstytutywnych dla prafenomenu kobiecości, doświadczam tym samym czystej, źródłowej istoty każdej kobiety. Dodać należy, iż w owych zmianach cech, podstawianiu i usuwaniu nie mogę pozwolić sobie na absolutną dowolność — ograniczają moją wyobraźnię pewne prawa zwane istotnościowymi.
Ostatni, czwarty krok stanowi opis tego, co doświadczyłem i poznałem, w relatywnie prosty, nieskomplikowany sposób, ażeby w miarę możliwości jak najszerzej udostępnić czytelnikowi wyniki swej obserwacji, co mam nadzieję udało mi się niniejszym dokonać. A jak zakończyła się przygoda na spacerze? Kiedy tak zbliżając się wolno ku oknu, w którym stała nieznajoma, doznałem bezpośredniego wglądu w samą istotę kobiecości i pełen zachwytu zamierzałem zawrzeć bliższą znajomość, ukazał mi się na kamienicy niewielki, acz wiele mówiący szyld z napisem Krawiec Pełen niepokoju podchodzę, patrzę i olśniło mnie — obiekt mych westchnień z bliskiej odległości okazał się być stojącym przy oknie krawieckim manekinem ubranym w szykowny żakiet. A mnie nawiedziła przykra myśl — konstytucja sensu znowu się nie powiodła...
Suplementpara, doxa: wbrew, przeciw, poza, ponad || mniemanie, (utarte) przekonanie
anti, nomos: przeciw || prawo
Zgodnie z etymologią we właściwym sensie tego słowa (choć często
jest to pojęcie używane w sensie szerszym), paradoks jest tym, co wykracza poza
mniemanie; jest to wniosek, który choć jest poprawny i nie
prowadzi do sprzeczności w sensie ścisłym, to kłóci się z naszymi intuicjami. Potocznie interpretując etymologię –
paradoks to wniosek, który nam się w głowie nie mieści.
Paradoksy mogą występować na terenie matematyki – przykładem
może tu być twierdzenie Banacha-Tarskiego o paradoksalnym
rozkładzie kuli (i inne nieintuicyjne konsekwencje pewnika wyboru);
fizyki – paradoksy mechaniki kwantowej (kot Schrödingera)
i teorii względności (paradoks bliźniąt). Jak widać na tych
przykładach paradoksalność wniosku, czyli jego niezgodność z naszymi
intuicjami i oczekiwaniami, nie jest jeszcze racją dla uznania
wniosku za fałszywy.
Antynomia oznacza sytuację, w której możemy wyprowadzić z danej tezy lub zbioru tez (czytaj teorii) parę twierdzeń wzajemnie sprzecznych. Odkrycie antynomii (w przeciwieństwie do wykrycia paradoksu w sensie właściwym) dowodzi fałszywości pierwotnego twierdzenia lub teorii i zmusza nas do jej odrzucenia. Jest to związane z faktem, iż w logice klasycznej obowiązuje tzw. prawo przepełnienia (Dunsa Szkota) – z pary twierdzeń sprzecznych można wyprowadzić każde zdanie (symbolicznie (p & -p) -> q). Przykładami antynomii w matematyce były antynomie tzw. naiwnej teorii mnogości (np. antynomia Russella), które doprowadziły do konieczności rewizji podstaw teorii mnogości. W filozofii przykładem poprawnego użycia terminu antynomia mogą być antynomie czystego rozumu Kanta, które miały charakter dwóch twierdzeń wzajem sprzecznych.
vide paradoks, interpretacja
Paradoks interpretacji u Wittgensteina. Wittgenstein zwraca uwagę na fakt, iż jeśli przyjmiemy, iż rozumienie ma polegać na interpretacji – czyli podaniu webralnego wyjaśnienia danego słowa, to grozi nam w takiej sytuacji regres w nieskończoność. Jeśli rozumienie jakiegoś terminu polega na umiejętności podania interpretacji – to terminy użyte w tej interpretacji również muszą zostać zinterpretowane. Saul Kripke w swoim wykładzie poglądów Wittgenteina zwraca uwagę na to, iż takie rozumienie interpretacji grozi nam sceptycyzmem – każde wyrażenie można dowolnie zrozumieć, jeśli tylko podamy alternatywną interpretację.
Paradoks analizy G.E. Moore’a: analiza (podanie znaczenia danego słowa) jest albo trywialna, albo niepoprawna. Analiza ma mieć formę „A znaczy B”. Jeśli A ma to samo znaczenie co B, to owo zdanie jest trywialne i nie wnosi do naszej wiedzy nic nowego. Jeśli z kolei zdanie to mówi nam coś nowego, to znaczy że analiza jest niepoprawna.
Teza N. Goodmana o tym, że nie istnieją dwa różne wyrazy o tym samym znaczeniu. O tożsamości znaczenia nie może decydować ani tożsamość skojarzeń (bo skojarzenia są subiektywne) ani tożsamość odniesienia (bo nie rozwiązuje nam to problemu nazw pustych – „jednorożec” i „chimera” miałyby to samo znaczenie; ponadto jest wiele wyrażeń o tym samym odniesieniu, które intuicyjnie mają różne znaczenie – np. „zwierzę mające nerki„ i „zwierzę mające serce”. Goodman proponuje następujący test: dwa wyrażenia są tożsame, jeśli można jedno zastąpić drugim w dowolnym kontekście występowania (i vice versa), tak aby nowo powstała fraza nadal była prawdziwa/fałszywa. Rozwiązuje to problem nazw pustych – bo nie można zastąpić „chimerą” „jednorożca” we frazie „oto jest obraz jednorożca”. Jednakowoż test jest tak mocny, iż żadna para wyrazów go nie zdaje – dla dowolnych dwóch wyrazów możliwe jest znalezienie takiego kontekstu, w którym ta wymiana nie będzie możliwa.
Słownikowa definicja rozmowy brzmi: ‘wzajemna wymiana myśli za pomocą słów’. Bez wątpienia owa ‘wymiana’ jest czymś, co wydarza się i w czym uczestniczymy nieprzerwanie w ciągu całego życia – Holderlin pisał, iż wręcz „jesteśmy rozmową”. Fenomen ów na pierwszy rzut oka wydawać się może banalny w swej codzienności, tymczasem oczywisty jest fakt całkowicie przeciwny – często najtrudniej zrozumiałe okazuje się to, co uważamy za trywialną codzienność. Stąd warto jest przyjrzeć się pewnym kluczowym właściwościom rozmowy źródłowo ją ustanawiającym, dzięki którym akt porozumienia wydarza się w naszym codziennym życiu na nieomal każdym kroku. Poniżej wymieniam sześć cech procesu rozmowy, które wyabstrahowałem z prac Gadamera jako najistotniejsze warunki możliwości wszelkiej rozmowy.
1. Czasowość. Rozmowa jest procesem wewnętrznie stale niedokończonym, trwającym i nieodwracalnym – nikt z góry nie wie, jakie nowe znaczenia pojawią się w trakcie jej trwania. Komunikowana treść nie jest nigdy ostateczna i zamknięta, zaś odsłanianie się sensu w akcie rozmowy nie jest i być nie może ani pełne, ani zakończone. Sens bowiem wykracza poza chwilę teraźniejszą – rozmowa jest ciągłym wybieganiem ku przyszłości; możliwością zaistnienia czegoś, czego nie ma w chwili obecnej. Czasowy aspekt rozmowy umożliwia moment aktywnej twórczości fundując wspólnotę myśli, życie społeczne, wartości, kulturę.
2. Umotywowanie. Rozmowa ugruntowana jest na bazie pewnego kontekstu stanowiącego jej tło – są to niewypowiedziane założenia wyznaczające formalne ramy rozmowy, których uświadomienie sobie i uwzględnienie czyni możliwym przekroczenie owych ram wraz z możliwością ukazywania się kolejnych znaczeń.
3. Wspólnota. Rozmowa nie wydarza się nigdy w jednostce. Ujawnia prawdę zawsze kierując się do pewnego Ty, gdyż ujawnienie to dokonuje się w całym horyzoncie sytuacji rozmowy obejmując wszystkich rozmawiających niezależnie od tego, jakie poglądy reprezentuje się jednostkowo – żaden z rozmówców nie ogarnia swoim sądem odsłaniającej się poprzez rozmowę prawdy w jej pełni. Na tej podstawie możliwe staje się porozumienie ponad granicami światopoglądów, indywidualności, całych narodów, kultur.
4. Dialektyka pytania i odpowiedzi. Rozmowa jest odpowiadaniem na niewypowiedziane pytanie będące jednocześnie założeniem i motywacją rozmowy. Odkrywać sens rozmowy, to rozumieć owo ukryte pytanie, na które odpowiadamy – rozstrzygająca jest tutaj umiejętność dostrzegania pytań ujawniających znaczenia odpowiadającej rozmowy. Zarówno pytania, jak i odpowiedzi zawsze wychodzą od i skierowane są do interlokutorów – stąd rozmowa będąc sztuką pytania i odpowiadania jest nierozerwalnie złączona ze światem społecznym.
5. Zapominanie Ja. W akcie rozmowy podmiot zapomina o sobie dwojako: forma i styl wypowiedzi stają się przesłonięte przez wyłaniające się znaczenia, zaś Ja usuwa się w cień akcentując na pierwszym planie swego rozmówcę. Innymi słowy w strumieniu komunikowanych treści Ja rozmywa się całkowicie w Ty podporządkowując się równocześnie żywiołowi rozmowy. Rozmowa sama staje się podmiotem, który wydarza się poprzez interlokutorów – rozmówcy wzajemnie usuwają się w cień względem siebie oraz wyłaniającego się sensu niejako „obniżając” własny stan autorefleksji (schodzą na poziom świadomości nietetycznej).
6. Ryzyko i gra. Rozmowa jest ryzykiem otwarcia się, czy też wystawienia na próbę żywionych sądów, przekonań. Nie jest to sztuka argumentowania w celu przekonania do własnych racji, lecz sztuka wypróbowywania: czyjegoś poglądu i własnych mniemań w konfrontacji. Tylko wystawiając się na ewentualny sprzeciw możliwe staje się wyjście poza ciasnotę swoich przesądów. Gra jest sposobem istnienia rozmowy – zarówno gra, jak i rozmowa są doświadczeniem, które poza wspólnym elementem ryzyka przemienia samych rozmówców / grających wzbogacając ich istotowo. Jak wspomniałem powyżej, podmiotem rozmowy okazuje się być ona sama realizując się w rozmówcach. Człowiek jest raczej «rozmawianym», niż mówiącym – ostatecznym zaś podmiotem rozmowy prześwitującym przez nieskończenie wiele jej aktów staje się mówiąca człowiekiem prawda.