Twórczy student (forum i galeria prac studenckich)
Moi drodzy — słowa te kiruję do autorów poniższych prac — obiecałem Wam utajnienie nazwisk, ale nie imion!
Mam nadzieję, że ta odrobina cynizmu będzie mi odpuszczona. Druga moja przewina to stopień kompresji Waszych grafik; o jeden krok
za daleko (widać rastrowanie).
Cóż, jest jak jest; bardzo to dziwne, ale popełniłem błąd. Mea culpa. Cała nadzieja w Waszym
miłosierdziu.
Teraz kilka moich uwag pod adresem wszystkich prac. Rzecz, która rzuca się w oczy to podwojenie
źróła światła, do czego tekst Platona
nie daje żadnych podstaw. W sprawie źródła światła Platon wypowiada się dwakroć. Przypomnę te fragmenty, oto one:
Oto ludzie są niby w podziemnym pomieszczeniu na
kształt jaskini. Do groty prowadzi od góry wejście zwrócone
ku światłu, szerokie na całą szerokość jaskini. W niej oni siedzą od
dziecięcych lat w kajdanach; przykute mają nogi i szyje tak, że
trwają na miejscu i patrzą tylko przed siebie; okowy nie pozwalają
im obracać głów. Z góry i z daleka pada na nich
światło ognia, który się pali za ich plecami.
Dopiero na końcu, myślę, mógłby
patrzeć w słońce; nie na jego odbicie w wodach i nie mieć go tam,
gdzie ono nie jest u siebie, ale słońce samo w sobie i na swoim
miejscu mógłby dojrzeć i mógłby oglądać, jakie ono
jest.
Otóż nie ma podstaw byście sądzili, że jest mnie dwóch, tylko dlatego, żem Andrzej na pierwsze, a Józek na drugie.
Nie było dwóch Napoleonów, choć mogę powiedzieć: „Zwycięzca spod Jeny” oraz „Pokonany spod Waterloo” i jedna jest Wenus,
jakkolwiek nazywam ją raz gwiazdą wieczorną, raz gwiazdą poranną, a raz gwiazdą pasterzy. Fakt, Platon mówi o ogniu i o słońcu.
To jednak nie znaczy, że mówi o dwóch rzeczach: o ognisku i o słoneczku. Racja dla takiego ujęcia? Nawet gdyby tam było ognisko,
musiałoby palić się poza jaskinią, wadząc się ze słoneczkiem. A to, jak na świat idealny, nie wyglądałoby najlepiej.
Wy jednak czytacie „z góry i z daleka” jako «z dwóch różnych miejsc».
Potem: „...który się
pali za ich plecami”
czytacie: «który się pali tóż za ich plecami». Skutek? — jest „... daleko”, a czytacie:
«blisko». Patrzę na te rysunki i mam
wrażenie, że ognisko najchętniej zapalilibyście w ludzkich głowach! To symptomatyczne. No, nie najgorzej... Nie najgorzej, bo
ta robota została
przez filozofów faktycznie wykonana. Nowożytni, szczególnie oświeceniowi «podżegacze racjonalności» zapalili to
ognisko w ludzkich głowach i pięknie je nazwali:
światło rozumu. Mówię „nieźle”, bo jeśli pomyślicie nad tym, co już w Was jest, co
tli się w Waszych głowach,
droga przez natywizm Kartezjusza do konstruktywizmu Kanta (szumnie nazwanego przezeń transcendentalizmem) stanie otworem. To nie
będzie «marsz śmierci», co niestety
często się zdarza. Pójdziecie z gór, lekkim krokiem Zaroastra, a w powietrzu będzie się unosić rozkoszna woń
kwiatów; drogę będziecie mieć usłaną różami.
Jeśli jest tak dobrze, to czemu jest fatalnie? Jesteście chorzy. Najpierw
cierpicie na lucyferyzm: Ja człowiek, jestem niosący światło.
Nie będzie mi Platon pluł w twarz mówiąc: człowieczku, na wiele Cię stać, ale nie Ty jesteś
depozytariuszem parawdy. Następnie, jesteście chorzy
na metafizyczny narcyzm. Mówiłem o nim, nie używając samego określenia. Byliście bardzo zdumieni?
Czemu się dziwiliście, skoro tak porysowaliście
te swoje jaskinie? Patrzycie na świat, a widzicie tylko siebie. No, nieźle... To poszło
w filozofii. Kant: „ze świata poznajemy
tylko to, co do niego pierwej sami wniesliśmy”.
Ładniej Nabokov: „W domu, gdzie mieszka człowiek, nie ma okien, są tylko lustra”.
Ślicznie Borges: „Człowiek podejmuje dzieło malowania świata. Z upływem lat zaludnia
przestrzeń obrazami prowincji, królestw, gór (...)
gwiazd, koni i ludzi (...) przed śmiercią odkryje, że ów (...) labirynt (...) jest podobizną jego
własnej twarzy”.
Mniej cacy, bardziej secco, musi być filozof, fakt — oto pragmatysta, Dewey,
i jego słowa:
„Z naszego logicznego zasobnika wyciągamy, cośmy tam sami najpierw włożyli, a potem
przerabiamy to, co
wyciągnęliśmy, biorąc je za dosłowny opis
rzeczywistego świata” (Jasne, uwaga Dewey’a uderza w Kanta i trochę kpi z
metafizycznego narcyzmu; ale zarazem dobrze zdaje saprawę z istoty tej choroby).
| Kant u pani Stasi — Nie wiem czy jeszcze żyje czy działa, ale latami prowadziła świetną
stołóweczkę
na Mikołajskiej.
Chodziła tam studenteria i profesura, a i menel zawitał niekiedy. Agato, niesamowita jest ta Twoja
amfora w rękach kobiety. Nie pochodnia, ale właśnie amfora
jest źródłem światła. Ręce kobiety są uniesione zecydowanym gestem, nie omdleją. Amfora nie opadnie, nie unurza się w główce
kobiety.
Amfora jest rozumem. Ale nie jest jej prywatnym rozumem. To rozum nas wszystkich. I on jest warunkiem możliwości wszelkiego
doświadczenia; więc jest
jakoś przed doświadczeniem. Powiedzmy to ze szpanem: w jaskini Platona narysowałaś Kanta czysty rozum, rozum
transcendentalny.
Czytałaś Cohena?
Nie mów mi, że nie... No, na wszelki wypadek rzucę uwagę. Cohen, przedstawiciel dziwiętnastowiecznego neokantyzmu o orientacji
logicznej,
uważał, że od Platona wiedzie prosta droga do Kanta.
Tatarkiewicz głośno to wyśmiał w swojej Historii filozofii. Potem cichutko odszczekał
w Historii estetyki. Tak, są
tropy, które z jaskini prowadzą do transcendentalizmu.
Są... Ajdukiewicz jakoś tak: cała robota Kanta
polagała na tym, że wsadził idee Platona do głowy człowieka i napisał jak wsadzał.
| Ade.. Małgosiu, będziesz oświecona. Ktoś wczoraj na zajęciach powiedział, że z jaskini Platona
nie da się
wyjść. A przecież to jest opowieść o trudnym, lecz możliwym exodusie ludzkości, która wyrywa
się z pęt
ograniczeń, narzuconych jej przez naturę. A więc to nie mogłaś być Ty. Twoja droga ku światłu wije się, ale powiedzieć, że
jest kręta,
byłoby już
przesadą. A i kajdaniarze jacyś tacy, że optymizmem napawają. Niby solidnie zakuci, niby łebki przekrzywione, ale
kręgosłupy sztywne,
nie przetrącone.
No i chyba chcą się ruszyć. A to jest jeden z dwóch warunków wyzwolenia (wg. Platona). Potrzebna jest chęć
i potrzebny jest
oświecony, który
pomoże ruszyć, a i potem poprowadzi, gdy światło zacznie oślepiać (co byś powiedziała na moją skromną osobę?). Ty jednak
już widzisz coś.
Jako jedyna narysowałaś ognisko (tu niestety, z mojej winy, wygląda jak Pałac Kultury z daleka) poza pieczarą. Ba, narysowałaś tam trawkę. No
właśnie.
Większość z Was
pominęła na rysunkach te rzeczy, które zaczynamy widzieć po wyjściu na światło. A uwzględnienie ich prowadzi do zarazem
poważnych,
jak i ważnych komplikacj.
No bo tak. Skoro cienie na ścianie pieczary są cieniami figurek noszonych przez ludzi, to im należy się tytuł reprezentantów idei.
Ale jeśli bezpośrednio
w świetle widzimy nie te figurki, tylko jakieś «prawdziwe» rzeczy, to one by miały prawo
do tej godności. Wiecie co z tym zrobić? Ja nie...
| Pieczara Plotyna. No właśnie. To nie jest pieczara Platona. To jest pieczara Plotyna. To czerwone,
nie świeci!
To nie jest ognisko, o pożarze nie wspominając. To czerwona szczotka — buraczkowy ryż; zepchnięty na dodatek do kąta. Zagon
taki zapyziały.
Ale jest i światło. Potężne. Idzie z góry. Z mroku niebytu wydobywa do istnienia kolejne kręgi rzeczywistoiści; u Plotyna
ładnie się nazywają: hipostazy. U Ciebie, Mariola,
trochę kanciaste. Ale widoczne, koncentrycznie otaczają najjaśniejszy punkt obrazu. I Ty jesteś tam. No, nie w tym punkcie.
Jesteś tam, skąd bije światło.
Jesteś hen, daleko. Jest Hen, dziwczyno. Do Ciebie, drogą epitrofii, będą powracać wszyscy.
W każdym razie Wszyscy Twoi bliscy. Nie najgorzej.
| Pieczara sub rosae — Buenavista Social Club. Dżentelmeni, Panowie — siedźmy, nikt nie
woła! Jacyś oświeceni?
Wolne żarty! Kotek, jak to kotek, po murku spaceruje. Ognisko jak góralska watra grzeje fest. Słoneczko do nas się
garnie — jeszcze trochę, a samo nas muśnie
swymi promyczkami. To co się mamy ruszać. Dość ciepło, dość jasno, dość fajnie. Że kajdany? Ale za to jakie twarzowe, jakie
gustowne!
W gruncie rzeczy, jakbyśmy chcieli, to byśmy
ruszyli ciało. Ale w imię czego? Tu jest exclusiv, tu jest sub rosae:
w ścisłej tajemnicy; to już jest elitarny krąg wtajemniczonych. Jest Umbi Eco ze swym Imieniem róży
i nie ma
bab (toż nasza róża — także symbol miłości męskiej).
I my tu jesteśmy. Spadaj Platon! (chociaż, wziąwszy pod uwagę twoją orientację?..)
Aniu, najbardziej «ludzka» z pieczar, jakie kiedykolwiek widziałem u moich studentów! Przesympatyczna.
Chrzanię światełko. Zajrzę
do pieczary. Tylko mi jakąś babę daj; niechy babulinkę!
| Pieczara eschatologiczna Co ten gość wczoraj opowiadał, że źródło światła padającego do jaskini
Platona nie może być
identyfikowane z naczelną ideą Dobra–Prawdy–Piękna!
Że idee nie mają mocy sprawczej? Że coś takiego wynika z mitu Demiurga; no bo po co Demiurg,
jakby się idee ontycznie nie opieprzały? OK! Ale Ja mitu Demiurga nie poważam. A jaskinię tak!
Dobro świeci nad jaskinią Platona.
A Dobro właśnie jest wkurzone i wrze.
Wielki ogień idzie. Upiecze ich wszystkich! Nawet niech się nie ruszają. O! — ci niby oświeceni, ci przed murkiem (czy to
aby nie kanał orkiestry operowej?) to już brązowe tyłeczki mają;
już skórka chrupiąca. Tamci «ciemni», jeszcze
w cieniu — szczęśliwe «białaski». Chłodniutko — co? Nie za bardzo? Toż widzę szron na pleckach.
Że murek gruby, że wysoki?
Mam niespodziankę. Cienie czarne jak czrne dziury — hipergrawitacja zła i głupoty. Jak ich nie spalę, to wepchnę w tę
otchłań.
Świat zmiażdżony złem, powstać musi na nowo.
Patrycja dała najbardziej ekspresyjną interpretację jaskini Platona. I jaki horror
filozoficzny. Dzięki! Będę
straszył Piotra, jak mi znowu zacznie brykać.
| Pieczara dialektyki światła — quasi-Hegel Aniu, spójrz tam, gdzie u wylotu pieczary
winkiel murku stoi.
Tam wszystko się dzieje. Zimne światło absolutu wdziera się do wnętrza i zderza z cieknącym na zewnątrz ciepłym światłem
ogniska, które sobie rozpalił człowiek.
Tam Prawda i Moja Prawda za łby się biorą. Platon ante portas! Już sofiści w trwodze, kuglarze
schowani za murkiem,
już odsieczy
Rorty’ego czekają. Ktoś to powiedział
(ja tych postmodernistycznych nazwisk spamiętać nie mogę, toć to jakieś post-nomina), że już Arystoteles
był postmodernistą
(nie wiedziałem, że można być post-nudziarzem). Nadejdzie Rorty, nadejdzie... spoko. Kajdaniarzy zostawi się w spokoju. Całkiem
wypasieni. Co im więcej trzeba?!
enything goes, nothing matters!. Tylko te cienie takie straszne.
| Pieczara popowa Dziadek Platon nie był taki zły. Ale po dwóch tysiącach lat z okładem wartałoby
go trochę zremasteryzować.
Kogutki nad murkiem? Raczej telewizorek. Super pomysł, Krzyśku — bez ironii. Daje do myślenia. Pytam, gdzie są ci dzisiejsi
sofiści.
Takiego Rorty’ego, Derridę rozpoznaję. To wystarczy. Już są zneutralizowani. Ale są inni, do których pasuje ludowe
porzekadło:
ubrał się diabeł w ornat i ogonem na mszę dzwoni.
No właśnie, gdzie oni są, i jakie maski wkładają? Ten telewizorek jest bardzo OK! Wiesz chłopie, Yogiego toś Ty nie w świat
idei wpkował, tylko
tam, gdzie Platon wsadził liczby. Chybaś misiowi krzywdę zrobił! A poza tym kocham góry. Czy to nie jest widok
z Maciejowej?
No i ta Twoja
alternatywa dla apelu Platona. Platon — chodźmy w górę.
Krzysiek: chodźmy w góry. Jazda.